Przygotowanie dziecka do diagnozy

Jak przygotować dziecko do diagnozy spektrum autyzmu

Dla rodzica ta wizyta bywa ważnym wydarzeniem. Dla dziecka często jest po prostu kolejnym miejscem, do którego ma pójść, choć nie bardzo wie po co, kto tam będzie i czego ktoś od niego chce.

Dla rodzica ta wizyta bywa ważnym wydarzeniem. Dla dziecka często jest po prostu kolejnym miejscem, do którego ma pójść, choć nie bardzo wie po co, kto tam będzie i czego ktoś od niego chce.

Właśnie ta niepewność potrafi być trudniejsza niż samo spotkanie.

Przygotowanie nie polega więc na tłumaczeniu kryteriów autyzmu ani na ćwiczeniu odpowiedzi. Nie chodzi o to, żeby dziecko zachowywało się podczas oceny w określony sposób. Bardziej pomaga uczynić dzień odrobinę bardziej przewidywalnym.

Nie przygotowuj dziecka do „dobrego wypadnięcia”

Przed wizytą łatwo wpaść w myśl, że trzeba przypomnieć różne sytuacje, przećwiczyć odpowiedzi albo wytłumaczyć, o co specjalista może zapytać.

Nie ma takiej potrzeby.

Dziecko nie zdaje egzaminu. Nie musi udowodnić, że jest albo nie jest w spektrum. Nie musi też zachowywać się w gabinecie tak samo jak w domu, w szkole czy w momencie przeciążenia.

Jedno spotkanie to fragment większego obrazu. Nie warto więc dopasowywać zachowania, żeby było bardziej „czytelne diagnostycznie”.

Jeśli podczas wizyty dziecko jest spokojniejsze niż zwykle, to nie kasuje doświadczeń rodziny. Jeśli jest bardziej napięte, samo w sobie też niczego nie rozstrzyga. Najbardziej użyteczne bywa to, co wydarza się naturalnie.

Powiedz tyle, żeby wiedziało, dokąd jedzie

Nie każde dziecko potrzebuje długiego wyjaśnienia.

Jednemu wystarczy: pojedziemy do osoby, która chce cię trochę poznać. Będziemy tam razem i potem wrócimy do domu.

Inne zechce wiedzieć więcej. Gdzie jest budynek. Jak wygląda pokój. Czy rodzic będzie obok. Czy trzeba będzie rozmawiać. Ile mniej więcej to potrwa.

Jednej właściwej opowieści nie ma. Ilość informacji warto dopasować do wieku, sposobu rozumienia i tego, jak dziecko zwykle reaguje na nowe sytuacje.

Dziecku, które uspokaja się szczegółami, zdanie „nie martw się, zobaczysz na miejscu” może nic nie dać. Dziecko, które nie potrzebuje dokładnego planu, da się za to niepotrzebnie obciążyć bardzo rozbudowanym opisem.

Celem nie jest przekazanie wszystkiego. Celem jest zmniejszenie tej części niepewności, którą naprawdę da się zmniejszyć.

Nie obiecuj przebiegu spotkania, jeśli go nie znasz

Różne miejsca prowadzą diagnozę różnie.

Dlatego lepiej nie mówić z wyprzedzeniem, że na pewno będzie tylko układać puzzle. Że nikt o nic nie zapyta. Że cały czas będziesz siedzieć obok. Że to potrwa dokładnie godzinę.

Jeśli placówka podała konkretne informacje, można ich użyć przy przygotowaniu. Jeśli ich nie ma, lepiej zostawić trochę luzu.

Da się powiedzieć: nie wiem dokładnie, co będziecie robić. Mogą z tobą rozmawiać albo zaproponować jakieś zadania. Jeśli będziemy wiedzieli coś więcej, powiem ci.

To często pomaga bardziej niż dokładny scenariusz, który potem nie pokrywa się z rzeczywistością.

Gdy dziecko pyta: po co tam idziemy

To pytanie bywa dla rodzica trudniejsze niż cała logistyka wizyty.

Nie trzeba zaczynać od definicji autyzmu.

Można powiedzieć, że chodzi o lepsze zrozumienie, jak dziecku jest w różnych sytuacjach. Co przychodzi łatwo. Co męczy. Jak rozmawia z innymi. Jak znosi zmiany. Co pomaga mu czuć się bezpieczniej.

Starsze dziecko może już wiedzieć, że sprawa dotyczy spektrum. Wtedy da się o tym mówić wprost, bez przedstawiania diagnozy jako czegoś, co trzeba „dostać” albo czego trzeba uniknąć.

Ocena nie jest konkursem na liczbę cech. Ma pomóc lepiej zrozumieć sposób funkcjonowania dziecka.

Jeśli rodzic sam nie zna wyniku, nie warto zapowiadać go dziecku jako przesądzonego.

Przewidywalność zaczyna się wcześniej niż gabinet

Dla części dzieci najtrudniejsza nie będzie rozmowa ze specjalistą. Najtrudniejsze będzie to, co ją poprzedza.

Nowa trasa. Inny budynek. Szukanie wejścia. Poczekalnia. Nieznane dźwięki. Spóźnienie. Głód. Tłum. Brak informacji, kiedy właściwie coś się zacznie.

Jeśli dziecku pomaga plan, można wcześniej pokazać miejsce na mapie, powiedzieć, czym pojedziecie i co będzie przed wizytą oraz po niej.

Rozbudowany harmonogram nie jest konieczny. Czasem wystarczy kilka punktów. Najpierw jedziemy. Potem czekamy. Później jest spotkanie. Po spotkaniu wracamy albo robimy coś znajomego.

Ważne, żeby nie obiecywać rzeczy, na które nie ma się wpływu.

To, co zwykle pomaga dziecku się uspokoić, może pojechać razem z nim

Ulubiona książka. Słuchawki. Niewielka zabawka. Coś do rąk. Woda. Znana przekąska, jeśli placówka na to pozwala.

To nie są pomoce diagnostyczne. To po prostu rzeczy, które mogą ułatwić pobyt w nieznanym miejscu.

Nie trzeba specjalnie odbierać dziecku tego, co na co dzień ogranicza napięcie, tylko po to, by specjalista zobaczył, „jak naprawdę reaguje”.

Jeśli dziecko korzysta z określonych sposobów regulowania się w codziennym życiu, to też jest informacja o jego funkcjonowaniu.

Warto wcześniej sprawdzić zasady konkretnego miejsca. Zwłaszcza gdy dziecko potrzebuje czegoś nietypowego albo określonych warunków podczas spotkania.